poniedziałek, 21 lutego 2011

czemu gdzie indziej już jest wiosna?!?


Brrr... zima naskoczyła na mnie już w drzwiach samolotu. Zaatakowała mnie normalnie! A w Monachium 9 stopni, krokusy kwitną i stokrotki, ptaszki śpiewają...mhhhmmm...bazie też już mają. Piękne miasto, a w tej wiosennej szatce jeszcze bardziej urokliwe.
Warsztaty warte obecności - mnóstwo ludzi zajmuje się teraz białkami na poziomie znacznie bardziej zaawansowanym niż my... trochę żal, że daleko nam do czołówki ale z drugiej strony było się od kogo uczyć. A to zawsze plus. Fasola nie miała absolutnie nic przeciwko jeżdżeniu, lataniu i łażeniu od rana do wieczora - silna bestia ;-) Ale teraz należy nam się kilka luźniejszych dni.

wtorek, 15 lutego 2011

love is everywhere!


Walentynki zaskoczyły mnie dzień po powrocie z Krakowa i dzień przed wylotem do Monachium. Jeden dzień na załatwienie spraw wszelkich, odbycie badań, przepakowanie walizek i ...zupełnie zapomniałam o święcie serduszek :) Małż lekko się obraził, bo on sam się przygotował a ja w biegu nawet nie doceniłam. Mea culpa! Ale poprawię się jak tylko wrócę. USG wyszło koncertowo! Fasola uparta, nie chce się ujawnić. Ale to nic, dla mnie najważniejsze nic złego się nie dzieje, dzidzia rośnie sobie i widać nie przeszkadza jej ciągłe przemieszczanie się ;)


środa, 9 lutego 2011

powrót do żywych

Dwa tygodnie wyjął mi z życiorysu wredny mikrob... kiedy już wydawało się że jakoś się ta moja galareta zdrowotna ustała, natychmiast zaatakował ze zdwojonym zapałem! W konsekwencji do pracy wróciłam dopiero 7 lutego. Zawsze po chorobie albo urlopie najbardziej zastanawia mnie fakt, że w pracy najwięcej dzieje się kiedy akurat nas nie ma... jakieś nowe prawo natury chyba, jeszcze go nie zgłębiłam. Pokasłuję i kwękam od czasu do czasu czym wzbudzam ciągły niepokój szefowej. Ona naprawdę się boi, że przy najbliższej okazji ucieknę na zwolnienie. Ja tymczasem nie zamierzam...na początku choroby bałam się o Fasolę, że może coś jej zaszkodzi - gorączka, leki, itd. ale gin mnie uspokoił i w zasadzie od tego momentu poczułam się znacznie lepiej. Tym bardziej że czekają mnie służbowe wojaże...przed wylotem do Monachium umówiłam się na badanie, żeby być pewną że mogę jechać. Tymczasem jutro wyruszamy do Krakowa - nie ziwedzać, bynajmniej...od bardzo mądrej osoby uczyć się bardzo skomplikowanych rzeczy ;-)