środa, 30 marca 2011

za słodko :(

A jednak za dużo :( Wartosć po godzinie okazała się zbyt wysoka i dostałam skierowanie do poradni diabetologicznej. Mam odebrać glukometr i mierzyć cukry kilka razy dziennie. O diecie cukrzycowej nie wspomnę... Sama w sobie może mnie tak nie martwi - nigdy nie byłam specjalną fanką słodyczy, reszta mojego jadłospisu też jest chyba w normie. Najbardziej żal mi będzie soków i owoców... ooo, i skończą się lody, które nawet na dobre się nie zaczęły :( No i to kłucie takie upierdliwe. Nie wiem do końca z czym się je tą cukrzycę...a ja przecież nawet nie mam takiej diagnozy. Oficjalny wyrok brzmi: spowolnienie metabolizmu glukozy. Z tego co słyszałam i wyczytałam raczej nie zagraża Fasoli, chodzi bardziej o monitoring i profilaktykę. Staram się nie martwić i podchodzic do tego zadaniowo. Mała jest spokojna, rozwija się dobrze - dzieciom cukrzyczek podobno często towarzyszy makrosomia, ale u nas to się nie sprawdza, bo Fasola przyrasta w normalnym tempie, liniowo i mieści się raczej w dolnym zakresie średniej. Może więc nie ma się czym martwić??? Niewątpliwie trzeba wrócić do dreptania piechotą...

Lilypie Pregnancy tickers

poniedziałek, 28 marca 2011

wrrr...

Nie lubię poniedziałków... w kolejce do laboratorium ludzie ukazują swoje najgorsze instynkty a glukoza jest obrzydliwa...wrrr...

Suwaczek z babyboom.pl

PS. glukoza na czczo 106, po godzinie 190, po dwóch 115. Wygląda na to, że nie jest ani źle ani dobrze...muszę sprawdzić granice w necie. Zobaczymy co powie lekarz.

piątek, 25 marca 2011

dzień odkrywcy :-)

Zdecydowanie mogłabym do takiego dnia dopisać dzisiejszą datę. Wstając odkryłam, że pada i w związku z tym zachwiana została moja wiara w wiosnę. Potem odkryłam, że droga do pracy jest w tym porannym deszczu dwukrotnie dłuższa... do tej pory nie wiem dlaczego. Jak tylko osiągnęłam progi pracowe pojawiło się kolejne objawienie. Odkryłam bowiem, że dawno nic mnie tak nie wkurzyło, jak gość który nie ma pojęcia o niczym a sądzi, że wie wszystko... o wszystkim! Dodatkowo na fb miły kolega odkrył przede mną, że dla takich delikwentów istnieje specjalna jednostka psychologiczna - określana mianem efektu Dunninga-Krugera (zainteresowanych odsyłam na angielską wikipedię). Cały dzień odkrywam pas ciążowy...w związku z powolnym wyłażeniem z własnych jeansów okazał się dodatkiem nieodzownym i jest to chyba najlepsze odkrycie dzisiejszego dnia :-) Genialnie utrzymuje spodnie w stanie rozpiętym i ogranicza możliwosc narobienia sobie wstydu rozwalonym rozporkiem. same plusy ;-))) Niestety, zaglądając do kalendarza odkryłam również, że czekają mnie dziś zajęcia prawie do ósmej wieczór...

wtorek, 22 marca 2011

pogodno ;-)

W końcu słońce na dłużej zajrzało mi w okna! W końcu zrobiło się cieplej i wiosna wygląda naprawdę obiecująco... mój mały światek w wiosennym słońcu też prezentuje się zgoła inaczej. Piękniej jest, weselej. Nawet zmęczenia jekby mniej chociaż pracy więcej. O dziwo jednak do wczoraj udało mi się pchnąć całkiem sporą (i zaległą) pracę. Bardzo byłam z siebie dumna, bo zalegała mi na sumieniu dobrych parę tygodni.
A dzisiaj...cóż, próbuję pracować. Tak na jedno oko. A nawet na część oka, bo reszta błądzi gdzieś za oknem rozmarzona :-)
Ciążowo też bez większych zawirowań. Trochę mnie martwią pojawiające się na nogach żyłki, ale masuję, smaruję i obiecuję sobie odstawić samochód i wędrować do pracy piechotką... tym bardziej, że szefowa dała mi większy poranny marginesik - nie chce mieć na sumieniu mojego stresu, zmęczenia i żylaków ;-) W poniedziałek czeka mnie krzywa cukrowa. To dziwne - jako niepoprawna optymistka i jednostka o mentalności Kubusia Puchatka zwykle niczym nie martwię się za bardzo. A to drobne przecież w perspektywie całej ciąży badanie przeraża mnie... chociaż nie, bardziej boję się konsekwencji pozytywnego wyniku. Mam nadzieję, że wyjdzie dobrze.
Mała sobie rośnie, liczę że spokojnie i tylko od czasu do czasu jakby dawała mi znaki, że jest ;-)

piątek, 18 marca 2011

badania

Oj! Zapeszyłam chyba tym ostatnim postem :-) Ostatnie dni poświęciłam na nieustające sprawdzanie co jest nie tak. Zaczęło się banalnie... w comiesięcznych badaniach lekarz odkrył odchylenia w ciężarze właściwym moczu i jego pH. Według niego to oznaka infekcji bakteryjnej, co wywołało natychmiastową kaskadę badań, która nie ukrywam trochę mnie zmęczyła. Zwróciłam wprawdzie uwagę na strzałeczki przy normach ale w swojej naiwności sądziłam, że różnica na trzecim miejscu po przecinku to raczej błąd laboratoryjny niż faktyczna zmiana. tym bardziej, że nie miałam i nie mam objawów infekcji, zakażenia pęcherza, ani niczego w tym guście. Koniec końców nie wiem, kto ma rację, bo powtarzane trzykrotnie wyniki dają wciąz te same, odchylone od normy wartości a posiew wychodzi konsekwentnie negatywny. I bądź tu mądra ;-)

poniedziałek, 14 marca 2011

A jednak można!

A jednak można! Małż zawezwał rodzinne posiłki i zupełnie niespodziewanie remont zakończył się jeszcze przed końcem weekendu :) Oto, do czego zdolny jest ukochany ciężarnej byleby uniknąć ciągłego wiercenia dziur w brzuchu ;-) Pięknie teraz mamy - świeżo, czyściutko, ładnie... kącik dla Naszej Dziewczynki gotowy, tylko zaludniać...
Wypatrzyłam gdzieś w necie ścienne naklejki i teraz intensywnie głowię się nad wyborem - co według niektórych oznacza brak prawdziwych problemów ;) A mnie bardzo cieszy, że w końcu mam TYLKO takie problemy...w ogóle ostatnio wiele rzeczy mnie cieszy. Może to ciąża tak działa, może to w końcu wiosna idzie, ale coraz częściej uśmiecham się sama do siebie i bardzo mi dobrze w tym stanie! A naklejki są kolorowe i słodkie:

W pracy po burzliwym okresie chwilowa cisza... czwartek spędziłam w Wawie na targach EuroLab. Liczyłam na kilka ciekawych wykładów ale prawie wszystkie okazały sie mocno komercyjne i wracałam trochę rozczarowana. Za to przed samym powrotem do domu koleżanka namówiła mnie na wizytę w Ikei i trochę poszalałam, co wydatnie poprawiło mi humor :-)
Na szczęście, bo weekend znowu pracujący...

środa, 9 marca 2011

być kobietą, być kobietą...

Yupi! Wczoraj miałam kolejne USG i nasza Fasola okazała się być kobietką! Oczywiście nie mamy absolutnej pewności, ale na 99%... heh, Małż zwrócił uwagę, że ujawniła się dokładnie w Dzień kobiet ;) Nie dostałyśmy z tej okazji podwójnych kwiatków, ale jeden zestaw wystarczy.
Zadziwiają mnie Jej akrobacje tym bardziej, że tak naprawdę jeszcze nic nie czuję. Czasem wydaje mi się, że przykładając dłoń do brzuch czuje w odpowiedzi jakby puknięcie, czasem muśnięcie... ale tak naprawdę nie wiem, czy tak JEST, czy tylko mi się wydaje, bo bardzo chciałabym już poczuć Jej fikołki...
Na czas USG zwinęła się w taki precelek, że gin nie mógł jej zmierzyć ;)))
Zawsze po badaniu jestem lżejsza o całą masę niepewności i strachu które zaczynają rosnąć we mnie tuż po poprzednim. Nie wiem na czym to polega - niby wszystko jest ok., nie dzieje się nic, co mogłoby mnie niepokoić... ale ten lęk jest już chyba nie do uniknięcia i zostanie mi na całe życie Fasoli. Właśnie. Trzeba chyba pomyślec nad imieniem...

wtorek, 1 marca 2011

nowe spojrzenie przez stare dziury...

...postanowiłam zyskać i zaczęlismy przymierzać się do przemeblowan naszego małego światka. Ja oczywiście planuję, rysuję, robie listy...a Małż mnie hamuje :) Że jeszcze zima, że zdążymy, przecież jeszcze tyle czasu. No, czasu sporo - tylko cierpliwości mniej. Chciałabym tak wszystko już, od razu. Tym bardziej, że w końcu przeszła mi senność i odkrywam w sobie nowe pokłady energii. A początek piątego miesiąca to dobry czas na początek przygotowań, prawda? A może za szybko? Nie spieszy mi się do ciuszków, łóżeczek i materacyków...z tym zdążymy. ale jak ja będę robić remont jak mi brzuch urośnie? Oczywiście ogół opinii zapalczywie broni mi dostępu do wałka i farby, ale jak wiadomo ciężarnej się nie odmawia, więc swoje przeforsuję. Ganiać po drabinach nie będę ale chcę mieć kontrolę nad tym, jak bedzie wyglądał kącik naszej Fasoli.

Od paru dni chodze pieszo...zbuntowała się moja granatowa strzała i nie chce rano palić. Akumulator siadł. Stare auto - stare problemy, wiadomo. Na tę okazję jestem przygotowana i do tej pory po prostu wymieniałam akumulator na zapasowy. No, ale teraz trochę za ciężko więc... do pracy per pedes ;) gin w siódmym niebie bo dzięki temu codziennie mam DWA godzinne spacerki zamiast jednego... gdyby jeszcze nie było tak zimno sama bym chętnie łaziła. Ale podobno wiosna już w blokach startowych, może wreszcie przyjdzie...