czwartek, 21 czerwca 2012

teatrzyk domowy - odsłona pierwsza :)

Nie pisałam jeszcze o tym chyba, ale moja córa jest gwiazdą naszego domowego teatrzyku. Sama jej obecność sprawia, że przy większości spotkań gra rolę absolutnie pierwszoplanową, ale też nie da się ukryć, że rośnie nam w domu mała aktorka. W dodatku łasa na oklaski jak mało które znane mi dziecko :P Luśka ma swoje numery popisowe, które prezentuje przy wiekszych spędach ludzkich, wprawiając publikę w ekstatyczną radość :D.  Tuż po skończeniu dziesiątego miesiąca numerem jeden był "nosek". Po udowodnieniu wszystkim bliższym i dalszym krewnym, a także przyjaciołom i znajomym, że nosek posiadają, Luśka zajęła się odkrywaniem reszty twarzy. Wiemy więc już gdzie jest ucho, gdzie oko, buzia... urzeczony tłumek gapiów domaga się pokazywania każdego z elementów na dziesiątkach modeli, żywo komentując i nagradzając kolejne pokazówki salwami śmiechu - autorka zamieszania szczęśliwa :D Później nadchodzi pora powazniejszych demonstracji, kiedy to Luśka na pytanie: kochanie, gdzie masz brzusio? Z zapałem poklepuje się po brzuszku, głaszcze i ugniata z okrzykiem : O! Publika szaleje, a młoda sama sobie z zapałem bije brawo :))))) Wreszcie przychodzi moment na punkty kulminacyjne... Luśka gramoli się na kanapę...(tu powinny zagrać cyrkowe werble)...siada... i natychmiast zaczyna złazić na podłogę - dla niepoznaki głową w dół (spokojnie, to tylko taka prowokacja - chociaż zawsze działa). Gościom dech w piersiach zapiera, bo och! Zaraz spadnie! Ręce cioć i babć samoistnie wyciągają się przed siebie... i wtedy pada zaklęcie: "Polciu, najpierw nóżki!", po którym  Luśka tryumfalnie odsłania w uśmiechu wszystkie osiem zębów, dokonuje przeuroczego obrotu z zadkiem w górze, i zsuwa z kanapy. Następuje chóralne Aaaaaaaach !!!!! któremu nieodmiennie towarzyszą burzliwe oklaski. Dziecko szczerzy się szczęśliwe i natychmiast chce powtórzyć sztuczkę.... i jeszcze raz! .... i jeszcze!!! A ja? Dumna jestem strasznie :D

poniedziałek, 4 czerwca 2012

:/

Miała swięto mama, miała święto Luśka... a teraz obie prosimy Opatrzność o świętą cierpliwość, przyszedł bowiem po raz pierwszy w życiu Luśkowym na poważnie czas gluta. Gluta i gorączki jeśli chodzi o ścisłość :(  Radzimy sobie jak umiemy ale czasem sił brakuje, bo nocy całkiem nieprzespanych z rzędu było już kilka i na mamowym power-wyświetlaczu niebezpiecznie miga czerwona lampka. Zabrałabym ten jej zakichany noseczek i zamontowała u siebie gdybym tylko umiała - że też te wirusy nie mają kogo na celownik brać, no naprawdę!!!!