piątek, 12 grudnia 2014

Nie na raz, nie na dwa...

Nie jestem Eko-freekiem. Wiem, może to niezbyt popularna deklaracja, ale nic nie poradzę, nie jestem i już. Podchodzę do kwestii rozsądnie (tak sobie lubię wmawiać) i adaptuję na swoje potrzeby to, co do mnie przemawia. W kwestii pieluch zawsze byłam małym leniuszkiem – po co się wysilać, skoro można radioaktywną (sic!) zawartość tuż po zdjęciu z pupy zgrabnie zwinąć i pozbyć się z pola widzenia? Łatwo, szybko i przyjemnie. Luśka była wdzięcznym testerem różnych jednorazówek, zgrabnej dupce nic nie dolegało i pięknie tolerowała nawet najbardziej ekonomiczne opcje. Przy Kudłatej kwestia nie była już tak oczywista… poza tym sytuacja materialna zmuszała do kalkulowania. I z tej ekonomii tak naprawdę zrodziła się ciekawość i chęć sprawdzenia pieluszek wielorazowych. Parę razy przymierzałam się, sprawdzałam strony internetowe… ale zawsze było coś pilniejszego. Aż miesiąc temu dostałam od firmy simed.pl do przetestowania taką właśnie wielorazową pieluszkę. Zrządzenie losu powiecie… ano tak :) Przez trzy tygodnie Kudłata paradowała z pupą otuloną pieluszką z kieszonką Mila.
 

 
 
Z infomacji na stronie producenta pieluszek: http://www.simed.pl/produkty/pieluszki-wielorazowe/
 
Rodzaje pieluszek:
Pieluszki z kieszonką - pieluszki posiadają kieszonkę, w której umieszczamy wkład chłonny. Warstwa mikropolarku oddziela pupę dziecka od wilgoci. Zewnętrzna warstwa pieluszki wykonana jest z nieprzepuszczającej wilgoci nowoczesnej warstwy PUL. Warto mieć więcej wkładów, gdyż pieluszka szybciej schnie i można jej szybciej użyć ponownie. Dzięki napom można regulować rozmiar i dopasować dokładnie do figury dziecka. Nasze pieluszki rosną razem z dzieckiem
Otulacz – Ma za zadanie chronić przed przeciekaniem i zapewnić żeby dziecko miało sucho, a zarazem pupa dziecka oddychała. W otulaczu można umieścić wkłady chłonne, ale może również służyć jako zewnętrzna warstwa do pieluszek tetrowych, formowanek. Idealnie dopasowuje się do pupy dziecka dzięki systemowi szybkich zapięć. Szybko schną.
Rodzaje wkładów:
Wkłady z mikrofibry - trójwarstwowe lub czterowarstwowe, bardzo chłonne, skutecznie zatrzymuje wilgoć w środku.
Wkłady bambusowe - trójwarstwowe lub czterowarstwowe. Wkłady szczególnie polecane do nauki korzystania z nocnika, gdyż pod naciskiem uwalnia niewielką ilośc wilgoci, dzieki czemu dziecko czuje że ma mokro. Bambus jest tkaniną naturalna, delikatną, antybakteryjną, więc nie wywołuje podrażnień.
Wkłady mikrofibra/bambus - trójwarstwowe lub czterowarstwowe. Z jednej strony delikatna mikrofibra, a z drugiej bambus.
 
Trafiła do nas bardzo dziewczęca pieluszka z kieszonką oraz dwa wkłady – z mikrofibry i bambusowy. Dodatkowo zestaw biodegradowalnych bibułek i estetyczna, nieprzemakalna torebka na zużyte pieluszki/wkłady.

Popatrzyłam na to cudo i pogłaskałam z niekłamaną przyjemnością. Jakoś tak pieluszki wielorazowe nigdy nie kojarzyły mi się z czymś przyjemnym. A tu zaskoczenie – pokrycie zewnętrzne pieluszki jest ultra miękkie i rozkoszne w dotyku, od strony wewnętrznej znajduje się równie mięciutki mikropolarek . Serduszka, choć słodkie to zupełnie nie z mojej bajki i następną sztukę (tak tak, będzie następna) zamówię już w monochromie. Upatrzyłam sobie na stronie przepiękną wersje miętową i lawendową. Co jeszcze? System napek rozstawiony tak, że spokojnie można dopasować na każde siedzenie. Kudłata jest raczej chudziaczkiem, dla niej więc wersja prawie maksymalnie dopięta, ale dla testu spróbowałam też zamontować pieluszkę na pupie Luśki. Ona też nie należy do słodkich klusek, ale swoje 15,7 kilo ma, a i na nią pieluszka była dobra. Gumki pieluszki dobrze przylegają ale nie uciskają i nie zauważyłam, żeby Kudłatej było w niej niewygodnie.
Jeśli chodzi o użytkowanie to na wejściu, jako totalny laik zaliczyłam pierwsze rozczarowanie. Zawsze wyobrażałam sobie, że z wielorazówkami to jest tak, że jak się dziecko zmoczy/zabrudzi, to po prostu wyciągasz i wymieniasz wkład… a tu niespodzianka. Wkład owszem, ale po umieszczeniu w kieszonce nie ma siły, całość jest do prania. Przy grubszych kwestiach trochę pomagają biodegradowalne bibułki, które znoszą konieczność płukania pieluszki z części stałych… ale nie zwalniają z prania. Jeśli mam być szczera to ten akurat element wydał mi się zupełnie zbyteczny, skoro już decydujemy się na wielorazówki. Ale niech tam, może kto wrażliwszy…  Tak czy inaczej dla mnie, totalnego pieluchowego laika, to było największe zaskoczenie. Teraz, kiedy już się trochę wdrożyłam wydaje mi się, że wystarczyłoby zamiast kieszonki wybrać otulacz, no ale to pozostaje do sprawdzenia.
 
Zarówno pieluszki jak i wkłady ładnie się piorą i szybko schną. Nie zanotowałam też negatywnych zmian w miękkości powierzchni – nic się nie mechaci i całość dalej wygląda ładnie. Jeśli chodzi o chłonność to nie zauważyłam wielkich odstępstw od jednorazówek. Zwykle po trzech godzinach wkład był jeszcze w miarę suchy. Materiały są naturalne, więc pupa oddycha i po zdjęciu pieluszki wydaje się być w dobrej kondycji. Nie odnotowałyśmy żadnych wpadek, nawet podczas dłuższych spacerów.
Podsumowując, dla nas to bardzo fajne rozwiązanie do domu. Podróżnie zostanę przy jednorazówkach, z czystego lenistwa. Będąc poza domem znacznie łatwiej jest po prostu zwinąć pieluszkę i wyrzucić :) Za to w domu z przyjemnością wykorzystam pieluszki Mila. Muszę się tylko zaopatrzyć w większy zapas otulaczy i wkładów… ach, no właśnie. To wcale nie jest takie drogie jak myślałam :D
 

 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Hello December!

Przyszedł. Niby zapowiedzianie ale jednak nas zaskoczył. Wytarmosił za nosy, wyszczypał uszy, zarumienił policzki. Wczorajszy spacer zamienił się w wyprawę na obcą, oszronioną wyboisto-twardą planetę. Luśka zachwycona przydomową ślizgawką, z zapamiętaniem deptała kruchy lód w maleńkich oczkach - choć jeden pozytyw mieszkania na wiecznej budowie :) Dla nas mroźny spacer to miła odmiana po dniach ciężkich od chlupy i wilgoci. Najmniej zadowolona była Kudłata, opatulona wielowarstwowo i praktycznie unieruchomiona. Zaliczyliśmy pierwszy w tym roku powrót do domu z czerwonymi nosami :D


Ukradkiem zerkam już w kierunku nowego roku. Patrzę na moje dziewczyny i wierzyć mi się nie chce, że już za chwilę Kudłatej stuknie rok. ROK! Jest taka inna, zmienia się z tygodnia na tydzień. Posadzona pięknie siedzi sama, poświęcając zabawkom absolutne sto procent uwagi. W ogóle jest bardzo uważna - na tym co robi skupia się niemożliwie - nawet jeśli jest to podnoszenie okruszka z podłogi, poświęca się pracy całkowicie i wyrwać ją z transu czasem bardzo trudno. Bardzo różni się od Luśki - jest wyciszona, małomówna, zdystansowana. Nic na siłę i nic na szybko. Wszystkiemu musi się przyjrzeć i ocenić czy warto poświęcać temu uwagę. W towarzystwie jest niebywale grzeczna, można ją zabrać absolutnie wszędzie i wszędzie będzie jej dobrze. Jest uroczą przytulanką - nikt się tak nie przytula, słowo daję. Choć precyzyjnie wybiera sobie towarzyszy przytulania i wbrew ogólnym wyobrażeniom, nie ma ich wcale wielu, tylko najbliższe osoby. Reszta musi się zadowolić kontaktem z dystansu, ale  i ten jest wielce miły, bo Kudłata cały czas się uśmiecha. Lubi śpiewanki i rymowanki, a nade wszystko lubi swoją starszą siostrę.

Luśka za to eksploruje. Stała się przedszkolakiem pełną gębą, z głową pełną niewiarygodnych opowieści i ustami pełnymi mądrości... albo mądralińskości :) We wszystkim pomaga, wie jak wszystko zrobić, i nawet jeśli nie życzy sobie uczestniczyć, chętnie podrzuci jakąś złotą radę. Sama sprząta swój pokój, co jest dla nas krokiem milowym. Zamieniła poranne mleko na kakao. Ma ogromną wyobraźnię, z której korzysta na potęgę - jej opowieści wymagają czasem dwu-trzykrotnej konfrontacji z bohaterami, żeby ocenić czy coś się zdarzyło naprawdę, czy niekoniecznie. Ma wymyśloną przyjaciółkę Jolę. Jola wie wszystko, wszędzie była i wszystko robiła. Nie ma rzeczy, która byłaby Joli obca. Ale Jola jest starsza i chodzi do innego przedszkola, więc Luśka z rzeczywistością radzi sobie sama :) Przezabawne i urocze, bo pokazuje POTĘGĘ tego małego mózgu i jego sposobów na interpretację trudnej czasem codzienności.

Szykujemy się do Świąt. Nasz aktywnościowy kalendarz adwentowy został Luśkowym schowkiem na różne różności, matce ostały się jeno schowane doń zadania. Pierwsze już zrealizowane. Odwiedziliśmy wczoraj Lodową Krainę w naszym Centrum Handlowym (btw. Sylwia i Julka, dziękujemy Wam za inspirację). Pozostałe zadania to miks 'świątecznych porządków', wspólnego pichcenia, zimowych wycieczek i rękodzieła wszelakiego. Co jeszcze w naszym kalendarzu?

- babeczki malinowe z bezą (nasze popisowe słodkości. Luśka uwielbia, teraz ma w planie udekorować je specjalnie, bo: beza też będzie miała święty)
Zdjęcie (i przepis) pochodzą ze strony http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/granat/babeczki_z_beza/przepis.html

- świąteczne porządki w zabawkach, przygotowanie zabawek do oddania
- łapkowy wieniec
źródło: http://pl.pinterest.com/pin/273875221059142312/
- sortowanie (my nie mamy dzwoneczków, ale mamy różne typy słodkich perełek, gwiazdek, itp. 

źródło:http://pl.pinterest.com/pin/116882552800788107/
- przygotowanie dekoracji okiennych do pokoju dziewczynek

- pieczenie ciasteczek dla mikołaja

- w ubiegłym roku robiłyśmy bałwanki z waty (o tu). W tym roku przegrzebałam Pinterest i znalazłam kilka nowych inspiracji bałwankowych. Bałwanki muszą być :D



- coroczna wyprawa na Warmiński Jarmark Świąteczny

źródło:http://www.jarmark.olsztyn.eu/index.php/pl/program
- piernikowa ciastolina
źródło: http://pl.pinterest.com/pin/161144492892636559
- przygotowanie karmnika dla zimowych gości
źródło: http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/51,34959,13180250.html?i=25


- rodzinne poszukiwanie choinki

- choinkowe malowanki
źródło:http://pl.pinterest.com/pin/382313455840355044/

- pamiątkowe karty z roku 2014
źródło: http://pl.pinterest.com/pin/68257750578471103/

- wspólne pieczenie pierniczków

- bitwa na śnieżki... przy odrobinie szczęścia.

- śniegowe 'kule'
źródło:http://pl.pinterest.com/pin/381820874629765367/
- rodzinne ubieranie choinki

Szykuje się pracowity grudzień. Oby śnieżny i oby bez chorób. Bo że będzie hałaśliwie i wesoło to rzecz pewna :D