Czasem bardziej udaje dorosłą, a czasem mi się wydaje, że ona już wszystko rozumie i tyle potrafi - zależy od dnia :) Z czereśniami musieliśmy się trochę spieszyć, żeby zdążyć przed szpakami. Ledwo zaczęły dojrzewać a już zwąchały łobuzy!
uwielbiam czeresnie. wole je nawet od truskawek. mam nadzieje, ze z poltora tygodnia jak przylecimy do PL jeszcze troche ich dla nas zostanie :) pozdrawiam
To chyba najdłużej pisany przeze mnie post. Zaczęłam go pisać w 2014 roku i od tego czasu ciągle na nowo go przemyślam, modyfikuję. Bo to najważniejsza z moich misji i jednocześnie najtrudniejsza. Także nie wiem, czy ta wersja jest już ostateczną ;) Po pierwsze rodzina. Skała. Ostoja. Żelazny punkt z życiorysie, niezmienny, ciepły i bezpieczny. Staramy się budować w dzieciach poczucie bezpieczeństwa w rodzinie. Wynikające z poczucia przynależności, z zaufania i miłości. Mamy ogromne szczęście, bo oboje mamy dobre wzorce rodzinne. Pochodzimy z ciepłych, kochających się domów, co zbudowało nas na tę dorosłość w której sami tworzymy nasz DOM. Mamy też dzięki temu szeroki, ciepły i pełen miłości krąg bliskich osób, w którym nasze dzieci mogą bezpiecznie wzrastać budując swoje "ja". To nie do przecenienia i, zwłaszcza patrząc z perspektywy dzieci niełatwo nawiązujących kontakty rówieśnicze, najlepsze co można im zaoferować. Po drugie dobroć. Niby takie proste. Wierzę, że warto być...
Z choinki powoli opadają igły i czas pomyśleć o tym, co przed nami. Piękne mieliśmy święta. Pogodne, rodzinne, snieżne. Luśka oszalała na punkcie Mikołaja, zdaje się że zostaną dobrymi przyjaciółmi ;) Pierwsze święta we czwórkę. Kudłata niewiele rozumie ze świątecznego zamieszania, ale bycie razem w wymiarze 24h bardzo jej odpowiada. Nam wszystkim jest z tym zresztą bardzo dobrze :) Ciepło, smacznie, wsród bliskich. Bez pośpiechu i poganiania. I na dodatek śnieg spadł! I sanki były. I śnieżne wojny. Czego chcieć więcej od świąt? Końcówka roku jest zawsze moja. Taka ze mnie wystrzałowa dziewczyna ;) W tym roku Luśka zaskoczyła mnie urodzinową laurką. Pierwszą własnoręcznie i z nieprzymuszonej woli narysowaną. Picasso się chowa :) I oto mamy nowy rok. Świeżutki, jeszcze pachnący nowością. Czekający aż określimy cele, plany, marzenia. Dla mojej rodziny to kolejne kroki milowe. Kudłata skończy pierwszy rok życia, Luśka pierwszy rok przedszkola. Będziemy ł...
Udało się! Długo nie chciałam się chwalić, żeby nie zapeszyć, ale od kilku miesięcy Luśka korzysta z pieluszek tylko na noc i dłuższe podróże. Radość nasza wielka tym bardziej, że już wkrótce wydatki na pieluchy ulegną co najmniej podwojeniu (!). Jest więc realna szansa na uniknięcie rodzinnego bankructwa ;))) Młoda Dama dumna jest z siebie prawie tak jak my... ale nasza droga do pożegnania pieluszek była długa i kręta, oj kręta! Luśkowa przygoda z nocnikiem zaczęła się około 10 miesiąca życia. Opiekujący się Polą dziadek, jako jednostka uparta i konsekwentna, sadzał małą dupkę na nocnik regularnie. Siadanie odbywało się chętnie i bez oporów, ze skutkami jak to w tym wieku bywało różnie. Udało się, albo i nie, ale każdy sukces witany był z ogromnym entuzjazmem. Niestety nie mogę powiedzieć, żeby nocnikowy bakcyl został chwycony. Nie wiadomo też dokładnie co się stało (każdy z zainteresowanych, poza Luśką oczywiście, ma swoją wersję) w każdym razie w którymś momencie nocnik stał się wr...
:) jaka ona dorosła :D
OdpowiedzUsuńNiby dorosła a taka malutka :) Długa nam strasznie rośnie... po tatusiu chyba ;P
Usuńcudna fotografia, dawno Was nie widziałam :)
OdpowiedzUsuńSzkoda było nie wykorzystać takiej letniej fotki:)
Usuńwow!!! odważna Pola :D
OdpowiedzUsuńTo prawda, nie zna strachu... hamować ją trzeba bo pnie się po wszystkim co napotka :D
Usuńto Pola? jaka ona duża i taka dorosła.
OdpowiedzUsuńtez uwielbiam czereśnie. jeszcze nie jadłam w tym sezonie.
Czasem bardziej udaje dorosłą, a czasem mi się wydaje, że ona już wszystko rozumie i tyle potrafi - zależy od dnia :) Z czereśniami musieliśmy się trochę spieszyć, żeby zdążyć przed szpakami. Ledwo zaczęły dojrzewać a już zwąchały łobuzy!
Usuńuwielbiam czeresnie. wole je nawet od truskawek. mam nadzieje, ze z poltora tygodnia jak przylecimy do PL jeszcze troche ich dla nas zostanie :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
pewnie, sezon potrwa jeszcze trochę. Nasze czereśnie dosyć wczesne, na pewno się załapiecie :)
UsuńMy też czereśnie uwielbiamy:)
OdpowiedzUsuńPola już taka duża!!!
Ano :) ani się obejrzycie a Ala będzie ganiać po okolicznych polach... bo zdaje się, że mieszkamy prawie 'po sąsiedzku' ;P
Usuńmy też uwielbiamy czereśnie!
OdpowiedzUsuńniestety te z ogródka już dawno zjedzone... :(
pozdrawiam :*
http://islandofflove.blogspot.com/
Naszych też już smutny koniec nadszedł :( Ale za to stragany się uginają, więc nie ma co narzekać :)))
OdpowiedzUsuń