wtorek, 15 kwietnia 2014

Wyższy poziom

Tośka. Wiek: tydzień szósty. Zrodzona z matki wariatki i ojca zen. Płeć: żeńska (zdecydowanie, nie dam się ponieść źle pojętej filozofii gender). Włosy: wciąż czarne i szalone. Oczy: porażająco niebieskie. Koloryt: południowotatarski (po mamusi). Masa: 4300g z odrobiną niemowlęcego ciałka, ale w dalszym ciągu długonogi kurczak. Charakter: ostoja spokoju. Stosunek do życia: zdecydowanie zdystansowany ;P
Rozpoczynamy erę szeroko otwartych oczu i ust. Podziwiania świata, najlepiej z wysokości dorosłego i ssania-dziamgania o każdej porze dnia i nocy.



Bardzo mi się podoba ta nowa Tosia - zainteresowana życiem :))) Luśce też się podoba, że nowa siostra przejawia nowe cechy człowiecze. Dopiero co przywykła do cichej i ciepłej lali śpiącej w łóżku lub przy piersi a tu proszę, niespodzianka! Dziewczynki się kochają... bardzo. Ze strony starszej jest to miłość gwałtowna i szalona, nieco zaborcza i trudna do opanowania. Objawiająca się gorącymi uściskami, całusami, tarmoszeniem i wyśpiewywaniem piosenek o Tosi i dla Tosi - niestety zwykle na pełen regulator niezależnie od pory dnia. Matkę przy tych okazjach regularnie krew zalewa albo zimny pot oblewa. Młodsza natomiast znosi z godnością, ba! Nawet z pewną dozą upodobania :) Miłość Tosina jest spokojna jak i sama młoda dama. Wyraża się w poszukiwaniu wzrokiem źródła wiecznego zamieszania i w uśmiechach. Bo to Luśka zasłużyła na pierwszy "prawdziwy" uśmiech młodszej siostry.
Życie z dwójką... no cóż, prawdziwy survival - selekcja wysiada :) I nie ma co oszukiwać że łatwo. Za to z całą pewnością barwnie. Jeszcze nigdy mi tak barwnie nie było :D Nawet przy tak spokojnym drugim potomku. Nawet przy pierwszym żłobkującym. Nawet przy zaangażowanym partnerze. Ale nie wymiękam i nawet po cichutku, nieco nieśmiało, przyznaję sobie samej nagrodę za przetrwanie najtrudniejszego okresu. A teraz dalej, do boju! W tym tygodniu pierwsze szczepienia.