środa, 28 maja 2014

Rządzę :)


 Na co dzień wszyscy się spieszymy, większość dni jest wypełnionych od rana do pory kąpieli i spania. Pobudka Tośki piąta z hakiem - dla niej to już początek dnia choć ja dałabym wiele, żeby zapadła w słodki sen chociaż na pół godziny... na kwadrans chociaż :) Pobudka Luśki tuż po szóstej. To barbarzyńska pora, czemu wyraz Luśka daje dobitnie. Ale wyjścia nie ma, w tle słychać już tatę szykującego poranną porcję kawy/herbaty/mleka. Poranne korki są bezlitosne więc margines czasu na dotarcie do żłobka i pracy musi być znaczny. Święta Tośka w tym czasie czeka - jak zawsze niewiarygodnie cierpliwie, z oszałamiającym uśmiechem na ustach :) Mycie, czesanie, mleko, ubieranie... i kwadrans przed siódmą zostajemy same. Karmienie. Później jedni mają czas na drzemkę a drudzy na śniadanie, sprzątanie, mycie, ubieranie, porządkowanie - wygląda to na jeden wielki chaos, ale jest jak w kalejdoskopie, wszystko precyzyjnie rozplanowane. Jeśli mam szczęście zdążę wypić herbatę. Jeśli nie, znajome odgłosy dopadają mnie gdzieś pomiędzy zadaniami wytrącając z roboczego trybu. Zasuwam do sypialni i od progu wita mnie, a jakże, promienny uśmiech. Gdyby nie ciemności jestem przekonana, że i w nocy widziałabym na Tośkowej buzi cień uśmiechu. W życiu nie spotkałam tak pozytywnie nastawionej jednostki, o niemowlaku nie wspomnę :) Dni mijają jak z bicza strzelił. Wiele moich obaw dotyczących życia we czworo się nie potwierdziło...
Po pierwsze zazdrość - Luśka jest zazdrosna. I kropka. Słyszymy to często mniej lub bardziej bezpośrednio, ale nigdy nie odbiło się to na Tosi. Jej złość, potrzeba skupienia uwagi, pretensje kierowane są do nas nie do Młodszej. Ją kocha bardzo. Bardzo. I nie sądzę żeby myślała, że Tośka coś jej odbiera...
Po drugie choroby. Luśka jest żłobkowa, więc tego baliśmy się najbardziej. Że infekcja za infekcją, że chorować będą obie w kółko. Zastanawialiśmy się nawet nad zabraniem Starszej ze żłobka. A jednak nie :) Owszem, zaliczyliśmy już pierwszą infekcję, ale moje czarne scenariusze zupełnie się nie sprawdziły. A najtrudniejsze miesiące już prawie za nami :)
Po trzecie koordynacja. Przy ruchliwej i hałaśliwej Luśce, skrajnie do matki przywiązanej, zgranie trybów dnia wydawało mi się nierealne :)))
Tak naprawdę spodziewałam się, że będzie trudniej. Że będę chronicznie niewyspana, przerażona. Że oczy będą mi latać wokół głowy a na dźwięk dziecięcego głosiku błyskawicznie będę dostawać wysypki. Że ogarnięcie tego bajzlu mnie przerośnie. Nie przerosło. Nie mam wiele czasu na tak zwane kwestie poboczne, ale i ten temat ogarniemy. Jednym słowem matka mistrzynią organizacji!