wtorek, 10 kwietnia 2012

szast prast i znowu zmiany :)


fot. G. Fiedorowicz


Heh, święta minęły w takim tempie i amoku że nie zdążyłam nawet pożyczyć Wam wszystkim :) Wiosna nadchodzi wielkimi krokami, zaczynają kwitnąć moje ukochane kwiaty... irysy już są, a jeszcze chwila i świat będzie cały pachniał bzem i konwalią :D Szkoda, że frezje dziko nie rosną... Luśka uwielbia przejawy wiosny - wyrywa, gniecie i miętoli wszystko co jest choć odrobinę zielone :) Ostatnie dni nie zachęcały do spacerów i eksplorowania budzącej się natury, ale zamierzamy szybko nadrobić to opóźnienie. Spacerowanie idzie nam świetnie, choć coraz mniej w nim snu, a coraz więcej obserwacji i komunikacji z otoczeniem - nawet tym, które uroczego gadolenia słuchać nie chce (dlaczego?!? nie rozumiem wcale). Ze spaniem w ogóle zrobiło się słabo. Przez ostatnie tygodnie przywykliśmy wszyscy, że od zaśnięcia następującego zwykle w okolicach 20 do pobudki koło 6.30 następuje jedna pobudka między 12 a 1. Mamom, których dzieci nie należą do gatunku przesypiających noce nie muszę mówić jakież to przyjemny i uzależniający stan :) I niestety jak się okazuje, nietrwały... wróciliśmy do dwóch a nawet trzech pobudek każdej nocy :/ Generalnie z Luśką dzieje się coś dziwnego. Nastąpił ponowny przyrost do cycusia, młoda domaga się karmienia w porach, kiedy do tej pory jadła ładnie zupełnie inne rzeczy. W zasadzie dobiera mi się do dekoltu o każdej porze dnia i nocy. Poza tym jakby zupełnie zapomniała, że na świecie są inni ludzie - jest tylko MAMA. Nikt inny do karmienia, noszenia, przytulania, przebierania, zabawiania, śpiewania i łaskotania. MAMA. Nawet tata nie daje rady. Kiedy mama znika z oczu jest płacz żałosny i marudzenie okrutne. Wystarczy że podniosę się z kanapy z zamiarem wyjścia z pokoju i już jest protest. Na rękach noszę wpiętego we mnie kleszcza, dziamgającego z zapamiętaniem maminy obojczyk albo ucho :) Czy to taki wiosenny etap, czy każdy ośmiomiesięczniak tak ma???


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Przykicał :)

Przykicał i do nas wymianowy, wielkanocny  zając :) Wyczekany z utęsknieniem i wyglądany codziennie...jest!



Luśka oszalała na punkcie kolorowych, ręcznie robionych spinek... na razie bada głównie organoleptycznie, chociaż udało mi się uwiecznić chwilę przepisowego ich zastosowania :)
Mama dostała cudną kwiatowa broszkę i mmhmm....rękawice do domowego spa.  A Małża ucieszyło słodkie, bo i jemu się przecież coś należy, nie? Cały prezent pięknie zapakowany w pudełeczko i jak przystało na zająca ze świąteczną kartką w środku. Bardzo lubimy dostawać listy, więc osobiste życzenia wyjątkowo nas ucieszyły :)



gorąco dziękujemy Mamie SynAlka za piękną wielkanocną niespodziankę no i oczywiście Agnieszce, za wspaniały pomysł i zaproszenie od zabawy :)))))