sobota, 3 stycznia 2015

Czas start!

Z choinki powoli opadają igły i czas pomyśleć o tym, co przed nami. Piękne mieliśmy święta. Pogodne, rodzinne, snieżne. Luśka oszalała na punkcie Mikołaja, zdaje się że zostaną dobrymi przyjaciółmi ;)


Pierwsze święta we czwórkę. Kudłata niewiele rozumie ze świątecznego zamieszania, ale bycie razem w wymiarze 24h bardzo jej odpowiada. Nam wszystkim jest z tym zresztą bardzo dobrze :)
Ciepło, smacznie, wsród bliskich. Bez pośpiechu i poganiania. I na dodatek śnieg spadł! I sanki były. I śnieżne wojny. Czego chcieć więcej od świąt?

Końcówka roku jest zawsze moja. Taka ze mnie wystrzałowa dziewczyna ;) W tym roku Luśka zaskoczyła mnie urodzinową laurką. Pierwszą własnoręcznie i z nieprzymuszonej woli narysowaną.

 
 

Picasso się chowa :)

I oto mamy nowy rok. Świeżutki, jeszcze pachnący nowością. Czekający aż określimy cele, plany, marzenia. Dla mojej rodziny to kolejne kroki milowe. Kudłata skończy pierwszy rok życia, Luśka pierwszy rok przedszkola. Będziemy łączyli i kleili nasze terminarze, bo mój urlop macierzyński niedługo się kończy. Sama jestem ciekawa jak nam wyjdzie ten patchwork opiekuńczy :) A co ze mną?
Przez większość ubiegłego roku byłam głównie mamą. Piękny to był czas, wyjątkowy. Cieszyłam się nim i korzystałam z wydłużonego urlopu. W tym roku więcej czasu poświęcę pracy - trochę z chęci, a trochę z konieczności. W nauce roczny urlop to ryzykowne posunięcie i odrobienie zaległości zajmuje sporo czasu. Znowu zostanę więc mamą pracującą. Przypomnę sobie wszystko o żonglowaniu czasem i hiper-organizacji. Dwa etaty, dwoje dzieci, mąż, dom, życie...  Mam też poważny plan dotyczący mnie samej (muszę w końcu wrócić do BARDZO zapomnianej formy) i jedną bardzo ważną (sekretną) intencję. Ich realizacja również będzie dużo ode mnie wymagać. Przede mną więc rok wytężonej pracy i, mam nadzieję, spektakularnych sukcesów. Trzymajcie kciuki za moją wytrwałość, bo wielkie osiągnięcia wymagają miliona małych kroczków :)

Brak komentarzy:

Zostaw ślad :)