środa, 26 października 2011

uno, dos...tres!


Wybiła nasza wielka godzina:) Przyszedł czas, po którym według niektórych powinniśmy zamienić nasz Luśkowy poligon na wczasy pod palmami ;) Faktycznie, wiele się zmieniło od kiedy pierwszy raz we troje przekroczyliśmy próg domu – Pola mniej śpi i mniej płacze (za to zdecydowanie głośniej). Objawia swój lwi charakterek coraz częściej i już teraz wiem jakim wyzwaniem będzie dalsze jej wychowywanie – już teraz dokładnie wie, czego chce a na co nie ma ochoty. Nie ma też oporów przed głośnym i dobitnym komunikowaniem swoich potrzeb. Jest cierpliwa do czasu – a po tym czasie następuje nieuchronnie wybuch dzikiej złości. Więcej umie i my coraz więcej o niej wiemy. Wiemy też więcej o sobie dzięki niej, ale to już materiał na osobnego posta. Dziś świętujemy trzymiesięcznice dziecia i to na niej się skupimy. Tak więc trzymiesięczna Luśka:
- potrafi trzymać głowę wysoko w górze i unosić na rękach całą klatkę piersiową. Wygląda przy tym jak mała syrenka… albo foczka :)
- lubi gadać z mamą i tatą używając sobie tylko zrozumiałych zlepków samogłosek i spółgłosek. Najchętniej na przewijaku i chętniej rano niż wieczorem. Czasami gada też sama do siebie… niestety zwykle w środku nocy
- umie pokrzykiwać na mamę z ekscytacji lub irytacji… rozróżnić łatwo po minie
- uśmiecha się szeroko, bezzębnie i pięknie nie tylko do rodziców. Lubi obserwować strojenie min, gwizdanie budzi jej całkowity zachwyt… podobnie jak cmokanie, dziamganie i wszelkie inne dźwiękonaśladowcze „-ania”
- przewraca się z plecków na brzuszek, ale już z brzuszka na plecy nie bardzo
-najbardziej lubi leżenie na golasa, rozbieranie wita z głośnymi okrzykami radości, gorzej z ubieraniem
- ślini się na potęgę i pakuje do buzi piąstkę… że też cała się jej w buzi mieści!
- śpiewanie do uszka lubi umiarkowanie i tylko w porach zasypiania, wbrew obiegowej opinii że małe dzieci uwielbiają jak im mama śpiewa… może powinno to stanowić bazę przemyśleń dla mamy?
- polubiła spacery w wózku… oczywiście oprócz pierwszych pięciu minut po opuszczeniu maminych rączek. Wtedy jest płacz i musimy przekonywać się, że wózek to fajne miejsce do spania – potem jest już ok.
- polubiła kąpiele… daleko jej przy tym do rozchichotanego i chlapiącego wodą dziecięcia – jest zadowolona i pogodna, ale raczej spokojna i skupiona.
- chętnie ogląda zabawki, grzechotki, wodzi za nimi wzrokiem ale zamiary sięgnięcia po nie uwieńczone są raczej przypadkowymi sukcesami
- kiedy jest zmęczona marudzi i skarży się, aż zaśnie. Właściwie zanim zaśnie zawsze marudzi :) W ciągu dnia ucina sobie trzy drzemki, w tym jedną trzygodzinną – na spacerze. Pozostałe dwie nie przekraczają 30-40 minut, ale i tak regularność nieziemska, aż strach głośno powiedzieć :) W nocy bywa różnie, zazwyczaj budzimy się co 3 godziny, chociaż dziś akurat (może w ramach świętowania) od zaśnięcia o 20 tylko jedna pobudka o 2 i potem do ósmej spanko – nie muszę mówić jaka jestem szczęśliwa i wyspana… ;)))
- dalej gardzi smoczkiem w każdej postaci… i zwykłym i butelkowym, co pod znakiem zapytania stawia nasze zamiary stopniowego dokarmiania jej MM. Jak nauczyć dziecko lubić smoczek?
 Tyle na razie mi się zapamiętało, chociaż na pewno mogłabym napisać o niej jeszcze dziesiątki zdań. Ale sie pohamuje... do następnego razu ;) Tymczasem hip hip hurra, za nasze wspólne piekne trzy miesiące!!!!!

PS. Achch… i powoli zaczyna zasypiać sama w łóżeczku. Przy czym powoli oznacza BAAARDZO powoli, a dokładnie na razie trzy razy nam się udało ;) Ale to dobry omen, nieprawdaż?

poniedziałek, 24 października 2011

i co?

Słyszałyście i wy tę teorie, że po trzecim miesiącu życia dziecka wszystko się zmienia? Ja w kółko slyszę: pierwsze trzy miesiące najgorsze, tylko do trzeciego miesiąca, po trzecim miesiącu to już będzie zupełnie inna, i tak dalej... trzy miesiące upływają Luśce pojutrze, a ja oznak "wjekopomnej chwili" nie dostrzegam, i jak Bozię kocham nagłego przewrotu w charakterze mojego małego lwiątka nie przewiduję. Dziś mamy dzień marudy, więc więcej nie popiszę, a z oceną wróżb wszelakich wstrzymam się do środy :)))

sobota, 15 października 2011

Szszsz....

Cicho, ciepło i ciemno… wskazówki zegara leniwie mijają godzinę trzecią nad ranem. Na kolanach przysypiającej matki  leży rozciągnięte mocno nakarmione ciałko. Ciszę rozprasza delikatne: Szszszsz…. szszsz…. szszsz… Śpi. Lewa noga leniwie przerzucona nad prawą, małe rączki ułożone tuż obok buzi, paluszki rozluźnione. Mały palec lewej dłoni delikatnie skrobie maminą piżamę. Spokojną buzię aniołka ocieniają długie rzęsy… śpi :) Mięśnie mamy napinają się z lekka – o kurka, śpi… szszsz, szszsz… może tym razem się uda… szszsz, szszsz…. spróbujmy… Pstryk. Lewe oko otwiera się i łypie na matkę mówiąc: WIEM, co planujesz. Szszsz… szszsz… cholera, już czwarta!

środa, 12 października 2011

sen wariata

Na słodkiej pupie naszej małej Małpki wylądowały pieluszki numer 3, co jest kolejnym sygnałem zmian. Zamarudziłam wprawdzie ze zmianą rozmiaru i otrzeźwiałam dopiero kiedy żelazowa, czarna kupa zaczęła wylewać się górą i bokami – pocieszam się jednak, że lepiej późno niż później ;))) Luśka osiągnęła zawrotne 5,5kg i całe 64cm i moje stresy laktacyjne nie dawały znaku życia… do soboty, kiedy zaczął się kolejny z serii snów wariata. Napisanie, że pobudka o piątej miałoby sens, gdybyśmy wcześniej pospały. Znów zaliczamy karmienie co godzinę, praktycznie po godzinie. Mam wrażenie, że jestem jednym wielkim cycem, do którego gdzieś na dole przytroczone są żałosne, pokurczone kobiece szczątki :) Ciągłe karmienie utrudnia leżenie na brzuszku, bo w końcu Luśka albo dopiero co karmiona, albo już głodna. Więc oprócz wilczego głodu i zatwardzeń walczymy i z tym. Pogoda jest koszmarna. Deszcz leje. Wiatr zacina. Wózek  w folii, wiec Młoda specjalnie tego nie odczuwa (gorzej ze mną) ale co to za spacer, jak po godzinie dzieć głodny a już nie da się beztrosko wyciągnąć cacusia w parku… normalnie wszystko się przeciw nam sprzysięgło. W domu jeszcze nie grzeją, w ruch poszedł  wentylator, ale to też średnie wyjście, bo na chwilę robi się aż za ciepło a jak wyłączysz to pokój błyskawicznie się wychładza i katar w małym nosku wraca. Drzemki w ciągu dnia nie mają racji bytu, po dziesięciu minutach pobudka na sygnale. Zrzędzę  :)))))  Naszło mnie strasznie po kolejnej nieprzespanej nocy i po prostu nie mogłam się powstrzymać. Ale wystarczy jeden bezzębny uśmiech prosto w oczy, żeby mi cała cierpliwość wróciła :D Luśka wprawdzie za nic ma moje plany i harmonogramy dnia, przez kilka ostatnich dni wirujemy na totalnie wariackich papierach, ale nie protestuję, staram się dopasować do jej pomysłu na dzień licząc, że ten stan, jak kilka poprzednich jest przejściowy i wkrótce wrócimy do naszych stałych reguł. Póki co...ziewamy obie jak smoki ;)

piątek, 7 października 2011

Pod górkę ale z fasonem, a co!

Niedosypiamy… morfologia się nie poprawiła i wróciła kwestia żelaza. Samo żelazo w wynikach w normie, ale niestety hemoglobina dalej za niska, czerwone krwinki też. Więc męczymy się i Luśka i ja, nie wiem która bardziej. Spanie urywane, bo dodatkowo jeszcze katarzysko wróciło wredne i mały nosek znów nie umie sobie z nim poradzić. Spacery urywane, bo brzuszek boli więc część w wózku a część noszona… a rośnie nam  Małpka. Mamine serce wita ten fakt z radością ale już ramiona z pewnym niepokojem, a nawet drżeniem  :) A jednak mimo tych przebojów humor nas nie opuszcza. Młoda guga już nie tylko sobie i nam, ale też szerszej rodzinie, znajomym a dziś nawet panu doktorowi od bioderek. Na wizycie szczerzyła się do gbura w białym kitlu tak uroczym uśmiechem, że skapitulował i sam też się uśmiechnął. Nie omieszkał jednak stwierdzić, że zła ze mnie matka, bo Pola za mało czasu spędza na brzuszku i z pewnością zafunduję jej kalectwo jakieś. Dotychczas wydawało mi się, że układam małą na podwoziu dość często, ale zarzutem gbura przejęłam się, a jakże… zaczynamy więc stosować bioderkowy nakaz – na brzuchu co dzień w wymiarze wielogodzinnym. Nie wiem co na to Młoda, bo do tej pory pozycja nudziła jej się po kwadransie ;) Pozwalam sobie w tej kwestii na umiarkowany optymizm, bo od końca drugiego miesiąca Pola podnosi głowę tak wysoko, że właściwie widzi większość świata, więc może akurat polubi spędzanie w ten sposób większości czasu – przydałyby się tylko jakieś sposoby na zajęcie jej uwagi w tej pozycji, bo oglądanie czarno-białych obrazków i własnych zabawek nie starcza na długo. Wiem dobrze, że blogowe bractwo sprawdza się lepiej niż Google, więc może macie jakieś sugestie?