Cisza u nas była ostatnio, bo i wakacyjnych wyjazdów i wydarzeń krew w żyłach mrożących zdarzyło się kilka, wiec do pisania nie miałam głowy. Plus to, że wstyd mi było okropnie... ale rady nie ma, ku przestrodze i na przyszłość, kiedy Luśka zapyta skąd u niej na ciele te wątpliwej urody pamiątki. Dla potomności zostać musi. Zdarzyło się, a jakże, w samym środku urlopu. Co więcej, urlop był w samym środku lasu. Z jakby tego było mało, na scenie wyłącznie mama (czyt. ja) i Luśka, jako że Małż z samego rana pojechał do pracy. koniec lata w pełni, cudowna pogoda - ciepełko, słońce i luz. Luśka rozochocona leśnymi wczasami, dotleniona po uszy, po lesie wyhasana, w jeziorze wypluskana tak, że aż dziw bierze, że jej się kolorki nie zmyły :) Jednym słowem pięknie. I przylazł pech. Przypełzł gadzina po cichutku, w ukryciu przyczaił się i czekał... Sprawczyni dramatu (niestety, w tej roli ja) wymyśliła piknik. Uroczo miało być, na łączce wykoszonej, zieloniuchnej, blisko wody a jednocześn...