Posty

dylematy w ekspresie do...

Maj się kończy… od pewnego czasu zadziwia mnie, jak wielkimi krokami codzienność pędzi naprzód. Czasem czuję się jak w rozpędzonym pociągu, tylko włos mi powiewa przy przemierzaniu kolejnych tygodni… Pani w szkole rodzenia namawiała nas ostatnio do całkowitego zwolnienia tempa, żeby móc nacieszyć się ciążą. Ja się nią cieszę codziennie :) Słońce świeci przepięknie od samego rana, mam czas na odświeżający spacer do pracy, w ciągu dnia zawsze coś ciekawego do zrobienia, potem spacerek powrotny – zależnie od dnia do domu, szkoły rodzenia, do rodziców… w domu nogi do góry i Małż podaje herbatkę. Trochę gibania na piłce, trochę pływania, trochę dyskusji o wszystkim i niczym. Odrobina planów i marzeń, szczypta codziennych obowiązków (z których coraz częściej mój ukochany mnie zwalnia :P). Pchełka ma dni sportowe i dni relaksacyjne, ale zgrywamy się całkiem nieźle – rzadko jej aktywność mi dokucza. Żyć nie umierać… fajnie być w ciąży :D Po naszym pierwszym Dniu Matki wielkimi krokami zbli...

ja - mama...

Niesamowite... mój pierwszy Dzień Matki :) Nie widziałam siebie jako mamy przez pierwszą połowę ciąży. Dopiero od nieśmiałych ruchów Pchełki zaczęła się moja własna świadomość. Teraz, mimo że jeszcze jej nie ma na świecie czuję się pełnoprawną matką :))) Wszystkim mamom - tym szczęśliwie posiadającym i tym wciąż oczekującym życzę wszystkiego najlepszego z okazji NASZEGO święta!

Cukier to ZŁO...

Walczę i walczę, ale nie zawsze udaje mi się zapanować nad tym, co pokazuje bezlitosny glukometr… diety zasadniczo się trzymam (niewielkie odstępstwa owocowo-sokowe… i jedna pizza), spaceruję, jem często i o określonych porach – a mimo to poziom cukru na czczo przekracza 90mg/Dl. Niby nie dużo: 2, 3, 4 jednostki. Ale dziś rano już na przykład 9. I nie widzę poprawy po wieczornych dawkach insuliny. Cały czas to samo. Zadziwia mnie mój własny metabolizm. Dzisiejszy pomiar nocny (3 nad ranem!?!) wykazał poziom 92 jednostek, a tuż po podniesieniu z łóżka – 99. Wychodzi na to, że sama siebie trawię… nie byłoby to złe, zważywszy na ilość dodatkowych kilogramów nabytych podczas hodowania Pchełki, ale obawiam się, że ani to tak prosto nie działa, ani nie jest korzyścią dla nas obu :( Później przez cały dzień, niezależnie od tego co zjem, poziom cukru trzyma się absolutnie w granicach normy, ale rano… Postanowiłam się tym faktem nie dręczyć, chociaż każda wizyta u diabetologa to stres i nagły w...

Łoj!

Wczoraj chyba się dowiedziałam, co to znaczy rwa kulszowa… o matko! Na szczęście Pchełka łaskawie „przekulała” się w inną pozycję dość szybko, w przeciwnym razie ten post miałby zupełnie inny wydźwięk ;))) Wszystkie pojawiające się znienacka i ustępujące nie wiedzieć od czego dolegliwości utwierdzają mnie w przekonaniu, że to co się we mnie dzieje faktycznie jest czymś trudnym do ogarnięcia… cudem :D Z niespodzianek: odkryłam, że codziennie mam większy brzuch :) do tej pory jego przyrost mierzyłam w skali miesięcy. Od początku maja już raczej w tygodniach, ale teraz rano jak wstaję mam wrażenie, że z dnia na dzień rosnę. Ciekawe ile jeszcze… Pchełka waży ok. 1100 gram (wersja Gina… według mojej czasem z 10 kg), a zostały jeszcze dwa miesiące, czyli szczyt fazy progresywnej. Cały czas trwają też debaty imienne… przekorny los podarował nam w prezencie córeczkę, choć to imiona dla chłopca mieliśmy od dawna ustalone ;) Udało nam się zawęzić listę do trzech propozycji, ale dalej ani rusz…

Między ciszą a ciszą

Obraz
Lubię te krótkie okresy, kiedy naprawdę niewiele się dzieje… żadnych przewrotów, niespodzianek, nowych zmartwień :) Pogoda jest piękna, więc sporo z Pchełką spacerujemy – rano do pracy, później z powrotem i jeszcze mała przebieżka przed snem. To takie momenty kiedy w brzuchu panuje absolutny spokój. Mała nie kopie, nie rozpycha się… śpi albo marzy jak ja :D Podobnie jest co tydzień na basenie. Po zanurzeniu się w wodzie moja buntowniczka natychmiast zamiera ;) Potem fika ze zdwojoną siłą i sama nie wiem – z radości, czy tęsknoty za miłym stanem nieważkości i chlupotania. Mnie też basen sprawia coraz więcej przyjemności. Brzuch rośnie, krzyż zaczyna mi dokuczać i łydki się kurczą a kiedy wchodzę do wody znowu jestem o parę dobrych kilo lżejsza i wszystkie ciężary z dolnych partii ciała uchodzą… do tego stopnia że wygrzebując się z basenu po drabince za każdym razem czuję się trochę zaskoczona, że tak mi ciężko ;))) Ostatnia wizyta u Gina potwierdziła 29 tygodni na liczniku i ponad kilog...

tak daleko choć tak blisko...

Zanotowałam dziś rano ciekawostkę geodezyjną. Wszystko co było blisko z tygodnia na tydzień niepostrzeżenie się oddala ;) Na razie nie tyle dystans mi się zwiększa, co czas niepokojąco wydłuża… Wyszłam do pracy jak zwykle, licząc 45 minut na przejście tych 3 km dynamicznym spacerkiem. W trzech czwartych trasy bezmyślnie zerknęłam na zegarek, raczej kontrolnie… i okazało się, że gdzieś po drodze zgubiłam pół godziny!?! Z tygodnia na tydzień wędruję do pracy coraz wolniej – i nawet tego nie zauważam. Niedługo będę musiała wstawać o piątej żeby dotrzeć do pracy na ósmą hehe… albo poprosić o dyspensę czasową na coraz wolniejsze dotaczanie się do miejsc docelowych –taki akademicki „prawie kwadrans” :-D

bujania w obłokach skutki ;)

Od samego początku Małż mój najukochańszy powtarzał, że ma ze mną w ciąży wyjątkowo lekko, bo ani żadne nieprzyjemne objawy mi nie towarzyszyły ani – jak on sam twierdzi – nie miewam humorów, zmiennych nastrojów i generalnie jestem nastawiona wyjątkowo optymistycznie :) Tak twierdził do ubiegłego miesiąca… okazało się bowiem, że głównym objawem drugiej połowy mojego błogosławionego stanu jest nie dające się ogarnąć rozkojarzenie. I to się niestety nasila ;) W ciągu miesiąca stałam się mistrzem w tej technice. Zaczęło się niewinnie, od zapominania kluczy, komórki i pomyłek przy liczeniu punktów w scrabble. Ale wczoraj chyba przeszłam samą siebie :-D Po południu dostałam mężowski „prikaz” odstawienia auta do mechanika na naprawy przeróżne połączone z wymianą opon. Nic mi pamiętać nie kazał poza swoim numerem telefonu który mam rzeczonemu mechanikowi podać w celu wszelkich szczegółowych ustaleń. No i pojechałam. Stawiam autko, wchodzę do biura, grzecznie informuję, że mąż się z panem umaw...