Posty

Coś optymistycznego

Obraz
Naszło mnie dzisiaj na rozważanie ostatnich dziesięciu dni. A że nasza Pchełka (vel Małpka, vel Pola) łaskawie postanowiła przespać całe popołudnie, mogę sobie pomyśleć i popisać. Żeby nie było – to nie będzie smutny post, chociaż początkowo może się tak wydawać :) Niespodziewana cesarka, mimo zaplanowanego i tak chcianego naturalnego porodu stała się we mnie wyzwalaczem smutku. Wiadomo, dla dobra maleństwa wszystko – nie chodzi o to, że żałowałam. Ale wtedy pierwszy raz przeszło mi przez myśl, że widać jestem za słaba skoro nie dałam rady urodzić sama. Głupie, ale czasem na myśli kwitnące pod czaszką mamy znikomy wpływ. Mimo wszystko jednak szpital zapewnił mi czterodniową dyspensę od matczynego lęku. Codziennie rano przychodzi ktoś kompetentny, ogląda maleństwo i mówi – jest dobrze. Po powrocie do domu okazało się, że nikt na zawołanie nie oceni moich wysiłków i codziennie będę się zastanawiać, czy wszystko robię dobrze. Codziennie będę się bać… Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że m...

Czekanie i koniec czekania :D

Moje czekanie się skończyło :) We wtorek 26 lipca o 22.00 zostaliśmy rodzicami małej włochatej małpki, której na imię Pola ;) Z wagą 3200g, wzrostem 56cm i burzą ciemnych włosków jest oczywiście najpiękniejsza na świecie :D   Trochę nam się pokomplikowała końcówka, ale najważniejsze że już jesteśmy razem. 22 lipca zgodnie ze skierowaniem udałam się do szpitala celem odleżenia ostatnich dni ciąży ze względu na cukrzycę. Na izbie przyjęć spędziłam szaloną ilość godzin na zmianę wściekając się i samo uspokajając. Samo wylądowanie na oddziale zamiast mnie uspokoić jedynie dobiło – ze świetnym samopoczuciem naprawdę nie miałam co tam robić. Przez cztery dni przeczytałam kilka książek, łaziłam po schodach z szóstego piętra w górę i w dół, opalałam nogi na balkonie i poddawałam się rutynowym zabiegom kilka razy dziennie – KTG, ciśnienie, cukier, itd. We wtorek szyjka krótka i miękka, lekarz podjął decyzję o wywołaniu porodu. I wszystko było w porządku do momentu podania mi „magicznych” s...

końcowe odliczanie :)

Obraz
No cóż...końcówka. Wszystko gotowe. Torby spakowane, Pchełkowy kącik przygotowany. Ja nieprzygotowana, ale w tej kwestii niewiele się chyba poprawi. Za to wszyscy wokół wydają się gotowi ;) Z gatunku tekstów "ulubionych": - rany, ale masz wielki brzuch! - teraz to chodzisz jak kaczka - teraz to widać że jesteś naprawdę ciężarna! - jak ty sie jeszcze ruszasz? - nie urodziłaś jeszcze? Z gatunku "tekst roku": - kiedy urodzisz?????

czas układania :)

Zostały nam jeszcze dwa tygodnie, ale nie mogę się oprzeć potrzebie porządkowania myśli i podkreślenia okresu ciąży grubą kreską zanim dojdę do kolejnych czekających mnie wyzwań. Z nieznanego mi powodu poród i to, co potem, istnieje w mojej głowie w całkowitym oderwaniu od ciąży – ale o tym później. Na pierwszy plan wysuwają się chwilowo pewne wnioski: - fajnie być w ciąży. Przynajmniej do 37 tygodnia, bo potem percepcja trochę się zmienia ;) Doszłam do wniosku, że kobiety planujące ciążę, albo będące na początku tej drogi powinny unikać jak ognia wymiany doświadczeń z kobietami w ostatnich trzech tygodniach. I jeśli tylko będę mogła, postaram się przez te ostatnie dni zamknąć buzię i nie komentować mojej obecnej rzeczywistości na przykład w kolejce do Gina. Dlaczego? Wszystkie dziewczyny, które są już „po” wiedzą, jak się człowiek czuje na koniec. Gdyby nie to, że zbliża się finał i wyczekiwanie na niego przesłania trochę trudy codzienności, te ostatnie tygodnie mogłyby zatrzeć przyje...

niespodzianka

No i jesteśmy z powrotem J Urlop mocno nam posłużył – wyspałam się za wszystkie czasy, nałaziłam po lesie i dotleniłam Pchłę brzuszną powietrzem pewnie nie krystalicznym ale na pewno czystszym niż to miejskie. Dni leśno-plażowe, wieczory filmowo-kominkowe… mimo pogody w kratkę jestem bardzo zadowolona. I nie wiadomo, czy to spora dawka relaksu, czy ostatnie, mocno nieporadne podrygi w siatkówkę plażową sprawiły, że oto obróciło się moje dziecię i od kilku dni spoczywa głową we właściwą stronę!!!!! Nie wiem, kto był bardziej tym faktem zaskoczony – ja, nieświadoma, bo chociaż źródła wszelakie twierdzą inaczej nic nie poczułam, czy gin, który już od kilku tygodni zapowiadał cesarkę. Bazując na wyrazie twarzy ośmielę się twierdzić, że jednak on ;))) Ja byłam zdecydowanie bardziej szczęśliwa niż zdziwiona. Zobaczymy jeszcze na ile trwała okaże się ta akrobacja, bo zaskoczony lekarz zapowiedział, że w tej sytuacji i przy tym dziecku on się nie będzie wypowiadał, choć wyraźnie korciło go, ż...

urlopie - nadchodzę ;)))

Obraz
Opuszczam chwilowo swoją poczekalnię i Was dziewczyny... nie ukrywam, że z pewnym żalem. Wybywamy z Małżem na tydzień do lasu odpocząć, więc o necie nie ma mowy ;) Do zobaczenia wkrótce!!!

bez przewrotu :(

Wczorajsze badanie USG ujawniło niestety miednicową pozycję Pchełki. W związku z nieuchronnym zbliżaniem się końca ciąży gin kazał mi się mentalnie szykować na cesarkę :(  Mała na dzień dzisiejszy waży 1900g i zmniejszają się szanse na spontatniczny obrót główką do dołu. Nie wiem sama jaka jest szansa, że w tych ostatnich tygodniach ułoży się jeszcze jak należy - na razie lewituje półskosem, dupką prościutko ku dołowi. No cóż, nie można miec wszystkiego...