Posty

Dziesięć rzeczy, których chciałabym nauczyć moje dzieci.

To chyba najdłużej pisany przeze mnie post. Zaczęłam go pisać w 2014 roku i od tego czasu ciągle na nowo go przemyślam, modyfikuję. Bo to najważniejsza z moich misji i jednocześnie najtrudniejsza. Także nie wiem, czy ta wersja jest już ostateczną ;) Po pierwsze rodzina. Skała. Ostoja. Żelazny punkt z życiorysie, niezmienny, ciepły i bezpieczny. Staramy się budować w dzieciach poczucie bezpieczeństwa w rodzinie. Wynikające z poczucia przynależności, z zaufania i miłości. Mamy ogromne szczęście, bo oboje mamy dobre wzorce rodzinne. Pochodzimy z ciepłych, kochających się domów, co zbudowało nas na tę dorosłość w której sami tworzymy nasz DOM. Mamy też dzięki temu szeroki, ciepły i pełen miłości krąg bliskich osób, w którym nasze dzieci mogą bezpiecznie wzrastać budując swoje "ja". To nie do przecenienia i, zwłaszcza patrząc z perspektywy dzieci niełatwo nawiązujących kontakty rówieśnicze, najlepsze co można im zaoferować. Po drugie dobroć. Niby takie proste. Wierzę, że warto być...

Brrr!

Obraz
 W naszym domu rzadko panuje cisza absolutna...to znaczy pewnie panuje, tylko mnie wtedy nie ma ;) Trójka dzieci, dwa koty i dwójka ekspresyjnych dorosłych wystarczy żeby zawsze coś się działo. Czasami zdarza się, że kiedy wszyscy kładą się spać, a wliczam w to również parę nocnych futrzaków, cisza aż dudni mi w uszach. I, zupełnie nie przesadzając, przeraża mnie to dudnienie. Nie wyobrażam sobie pustego, ziejącego ciszą domu...na dłużej niż kilka dni ;) Wystarczy, że brakuje jednego elementu naszej barwnej układanki, i już w chórze głosów pojawia się jakiś dysonans.  I żeby nie było, że ja tak z lukrem... codziennie marzę o ciszy! Marzę o niej od momentu, w którym sen spełza mi z powiek poganiany okrzykami Młodego jak owce na hali szczekaniem owczarka. Serio, gdybym miała wolne ręce przez większą część popołudnia zasłaniałabym uszy, bo generalnie nie lubię hałasu. Sama też sporo generuję, żeby nie było ;) Każdy z nas jest inny i potrzebuje być słyszanym, dostrzeganym. Na swój...

#logouttolife

 Każdy dzień zaczynał się tak samo. Dzwonił budzik ;) No dobrze, nie każdego dnia... ale 6/7 czyli 85,7% (oczywiście że za dużo, ale life is brutal). Budzik wyłączałam bo nie uznaję instytucji drzemek. Przy okazji rzucik oka na ekran, co tam w powiadomieniach, ile newsów? Rise and shine, jak to mówią chociaż raczej na jedno oko. Do łazienki. Toaleta, pielęgnacja...przy okazji rzucik oka na ekran, kto tam już wstał i wrzuca na fejsa? Makijaż, fryzura, budzenie dzieci, ubieranie, śniadanie. Dzieci jedzą, więc...rzucik oka na ekran, jaką tam pogodę prognozują? Wyjście z domu. Dotarłam do pracy w całości, wszyscy bezpieczni w swoich miejscach docelowych. Zanim więc kawka...rzucik oka na ekran, na szybciutko więc tylko insta bo to same fotki, można się ślizgać po powierzchni. Praca wymaga uwagi, a w laboratorium to już w ogóle, dezynfekcja, rękawiczki, telefon w kieszeni. Jest spokój, póki nie dzwoni. Odrękawiczam się, odbieram. Tak przy okazji - rzucik oka na fejsa, kto tam co nowego p...

Jesień kocham, ale gluty zwalczam :)

Obraz
 Jestem taką trochę jesieniarą ;) Uwielbiam tę porę roku - kiedy lato przechodzi w jesień całe moje ja się uspokaja i wycisza. Lubię jesienne kolory i ciepłe swetry, szwendanie się po lesie w poszukiwaniu grzybów/wrzosów/żurawiny. Lubię to, że szybciej się ściemnia i mamy trochę więcej wieczoru dla siebie :) Jedyne czego nie lubię to katar. Kiedy któreś z dzieci zaczyna ciągać nosem już wiem, że muszę działać natychmiast - jeśli tego nie zrobię katar w przeciągu kilku dni 'rozniesie się' po rodzinie. A to już wiadomo, klęska i #najgorzej.  Dziewczynki chorują stosunkowo rzadko. Pomijając pierwszy rok żłobka, w którym obie przynosiły do domu infekcję za infekcją, naprawdę nie mogę się skarżyć. Zazwyczaj kończy się na zwykłym katarze, już nie pamiętam kiedy ostatni raz musiałam im podać jakieś leki. Ba! Tośka w swoim sześcioletnim życiu przyjęła takowy tylko raz - w czwartym miesiącu życia na zapalenie ucha. To tyle. Pola ma za sobą trzy antybiotykoterapie, i tak nieźle jak na 9...

Ja nie wiem, jak ty to ogarniasz?

Obraz
 Budzik jest ustawiony na piątą trzydzieści. Młody wstaje jeszcze w nocy kilkukrotnie, przy każdej pobudce myślę głównie o tym...piąta trzydzieści. Otwieram oczy zanim zadzwoni i wstaję, jak pacynka z teatru lalkowego. Drzwi do pokoju zamykam na palcach odganiając koty, które słysząc moje bose kroki (najcichsze z cichych) uznają że dzień się zaczął i można  ruszyć w poranną pogoń za niewiadomoczym. Potem już z automatu - rolety, czajnik, łazienka. Zimna woda budzi skuteczniej niż budzik. Mycie, makijaż włosy. Później pokój dziewczyn, budzenie-tulenie-budzenie. Ciężko się wstaje rano, zwłaszcza po tylu miesiącach w domowych pieleszach...odwykły. Dobrze, że garderoba na dziś od wczoraj leży wyprasowana w ściśle określonym systemie. Moje-Poli-Tosi-Wojtka. Można brać w ciemno, na jedno oko ;) Dziewczynki ubierają się same, ale włosy to wciąż moja działka. Długie, do pasa, ciemne i jasne, plączą się, nie poddają a na dodatek boli. W międzyczasie wstaje Młodzieniec. Też nie lubi, te...

Matka 500+

Obraz
Ile razy ja to usłyszałam w przeciągu ostatnich dwóch lat, chyba nie zliczę. Czasem ze śmiechem, pół-żartem, czasem poważnie, z przekąsem, z przerażeniem, oburzeniem. Żaden z tych razów nie był miły, choć kiedy się nad tym zastanawiam właściwie nie wiem dlaczego. Może dlatego, że odnosi się do pieniędzy...? Kiedy słyszę teksty w stylu : "matko, trójka dzieci to już przesada", albo: "jak pieniądze dają to dzieci trzeba narobić" to zapala mi się z tyłu głowy czerwona lampka i nerwowo migocze.  Jestem spełnioną matką. Mam rodzinę jaką planowałam...z premedytacją piszę o planach, nie o marzeniach bo kształt rodziny jaki mamy jest wynikiem planu. Kiedy byłam młodą dziewczyną marzyłam o posiadaniu piątki dzieci :) Miałam nawet schemat płci :D Miał być syn, potem dwie córki i na koniec bliźniaki, dowolnej płci. Dla całej piątki miałam wymyślone imiona, których już niestety nie pamiętam. Ale tak, chciałam mieć dużą rodzinę. Z dużą ilością dzieci ;) Co ciekawe w mojej bliższ...

Metki i szufladki

Obraz
Tendencja do szufladkowania wszystkiego co nas otacza dotyczy każdego z nas. Otacza nas mnóstwo bodźców i informacji, potrzebnych i zbytecznych. Opatrzenie czego się da odpowiednią metką pomaga w kategoryzowaniu i porządkowaniu informacji - dotyczy to w równej mierze ubraniowych szaf i otaczających nas ludzi. Niby normalne. Niby ok, wszyscy tak robią. Ja też metkuję i szufladkuję, choć bardzo się staram tego unikać - nie przychodzi mi to łatwo, za każdym razem muszę się upominać i powstrzymywać. Jeszcze nie tak dawno nie przywiązywałam do tego wielkiej wagi, bo w końcu komu robi krzywdę moja ocena, skoro się nią z nikim nie dzielę? A jednak. Każda metka zmienia sposób patrzenia. Zmienia perspektywę. Zamyka umysł... i ogranicza. nie tylko mnie, ale również tego kogo właśnie oceniłam. Zmieniłam sposób myślenia o metkach i szufladkach kiedy przyszło mi przez świat prowadzić kogoś, kto pod te metki idealnie pasuje a jednocześnie każdej się wymyka... Tosia urodziła się o czasie, drogą cesar...

Najświeższy :)

Obraz
Jest moim największym zaskoczeniem, bo chociaż kiedyś w zamierzchłych bezdzietnych czasach dokładnie taki miałam plan, to nie spodziewałam się że aż tak dokładnie uda mi się go zrealizować. Mój mały chłopczyk - Wojtuś <3 Na razie mogę tylko rozpływać się w zachwytach... nie osiągnęliśmy jeszcze okresu buntów, negatywnych emocji, trudnych momentów ;) To wszystko przed nami. Na razie jest doskonały - pogodny, uśmiechnięty, zrównoważony, cierpliwy. Gdyby jeszcze spał w nocy postawiłabym mu pomnik ;) Jest ulubieńcem swoich sióstr, rodzyneczkiem i całuśnym słodziakiem.

Najmojsza :)

Obraz
Jedyne z moich dzieci, które zewnętrznie mnie przypomina. Widzę w niej moje włosy, oczy, mój nos, mój uśmiech. Jest unikatem na skalę światową, nie ma drugiej takiej sześcioletniej dziewczynki. Ma absolutnie swój świat a ja jestem wdzięczna, że mnie do niego wpuszcza. Moja Tosia <3 Najbardziej lubię w niej dobre serduszko. Jest niesamowicie empatyczna, współczująca i w ogóle czuła. Niestety również bardzo nieśmiała i niepewna siebie. Przez swoje kłopoty (o tym później) stale w siebie wątpi, niesłusznie bo jest ogromnie bystra i ma świetne poczucie humoru. Ma genialną pamięć wzrokową, jak coś się w domu zgubi wszyscy liczymy, że Tosia to widziała bo na pewno zapamiętała gdzie leży. Jest śmieszkiem i uwielbia żarty, doskonale "czyta" z ludzi ich emocje i nastroje. Uwielbia swoją hulajnogę i wodę, nurkuje jak foczka. Nie jest typem królewny, choć nie pogardzi szminką, tiulem czy brokatem. Zdecydowanie jednak woli samochody i motocykle - im szybsza jazda i głośniejszy ryk siln...

Najpierwsza :)

Obraz
Dziewięciolatka. Odważna i wygadana, chociaż nie chodzi po ciemku do swojego pokoju bo boi się kosmity. Ale z lekarzem w poradni dyskutuje jak równy z równym ;) Przekonana o swojej wspaniałości a jednocześnie delikatnej konstrukcji psychicznej, bardzo czuła na własne porażki. Jestem najlepsza albo bez sensu, nie będę tego robić. Patrząc na nią z zewnątrz jestem jednocześnie dumna i przerażona... moja Pola <3 Za cokolwiek się weźmie, zamienia w złoto. Wszystko przychodzi jej z łatwością - nauka, sporty, kontakty towarzyskie. Jest świetnym obserwatorem, nic się przed nią nie ukryje. Trenuje karate, świetnie pływa, śpiewa, tańczy, maluje, projektuje, pisze opowiadania. Kocha koty (nie tylko nasze, każde uliczne spotkanie kończy się błaganiem o zabranie mniej lub bardziej chętnego delikwenta do domu). Jest dla mnie inspiracją ale i wyzwaniem, bo niełatwo poddaje się moim zabiegom wychowawczym. Czasem walczymy, spieramy się. Każde polecenie muszę umotywować, te niezasadne natychmiast są ...

Mały update

Obraz
Ostatnim razem, kiedy mózg pozwolił mi na poskładanie nieuczesanych myśli we w miarę ogarnięte zdania rozpoczynaliśmy rok 2015. Luśka była dumnym przedszkolakiem a Kudłata zbliżała się do ukończenia pierwszego roku życia. A teraz?   Pola to już poważna dziewięciolatka, na opis jej niezwykłości przyjdzie jeszcze czas. Tosia we wrześniu rozpoczyna zerówkę, jej żywioł również wymaga oddzielnego postu. No i pojawił się Wojtuś. Nasz beniaminek, ulubieniec swoich sióstr i całkiem niezłe ziółko które 13 sierpnia skończyło roczek :D

Tęskniłam.

Miałam już nie wracać do pisania... że dni biegną jeden po drugim bliźniaczo podobne do siebie, wena się skończyła, ja się skończyłam i nie mam już tyle do powiedzenia. I trwałam w tym przekonaniu a świat wokół mnie zmieniał się jak w kalejdoskopie szalonego artysty. Moje życie fiknęło nie raz i zmieniło się nie do poznania... choć może z drugiej strony wcale nie tak bardzo ;)  Któregoś dnia wróciłam do bloga w jakimś nostalgicznym nastroju, żeby powspominać. I przyszła tęsknota i potrzeba opowiadania dalej. I zapamiętywania tutaj tego zwyczajnego-niezwyczajnego życia...w obrazkach i słowach, czasem o ważnych sprawach a czasem o przysłowiowej "dupie Maryni". Wracam.

Czas start!

Obraz
Z choinki powoli opadają igły i czas pomyśleć o tym, co przed nami. Piękne mieliśmy święta. Pogodne, rodzinne, snieżne. Luśka oszalała na punkcie Mikołaja, zdaje się że zostaną dobrymi przyjaciółmi ;) Pierwsze święta we czwórkę. Kudłata niewiele rozumie ze świątecznego zamieszania, ale bycie razem w wymiarze 24h bardzo jej odpowiada. Nam wszystkim jest z tym zresztą bardzo dobrze :) Ciepło, smacznie, wsród bliskich. Bez pośpiechu i poganiania. I na dodatek śnieg spadł! I sanki były. I śnieżne wojny. Czego chcieć więcej od świąt? Końcówka roku jest zawsze moja. Taka ze mnie wystrzałowa dziewczyna ;) W tym roku Luśka zaskoczyła mnie urodzinową laurką. Pierwszą własnoręcznie i z nieprzymuszonej woli narysowaną.      Picasso się chowa :) I oto mamy nowy rok. Świeżutki, jeszcze pachnący nowością. Czekający aż określimy cele, plany, marzenia. Dla mojej rodziny to kolejne kroki milowe. Kudłata skończy pierwszy rok życia, Luśka pierwszy rok przedszkola. Będziemy ł...

Nie na raz, nie na dwa...

Obraz
Nie jestem Eko-freekiem. Wiem, może to niezbyt popularna deklaracja, ale nic nie poradzę, nie jestem i już. Podchodzę do kwestii rozsądnie (tak sobie lubię wmawiać) i adaptuję na swoje potrzeby to, co do mnie przemawia. W kwestii pieluch zawsze byłam małym leniuszkiem – po co się wysilać, skoro można radioaktywną (sic!) zawartość tuż po zdjęciu z pupy zgrabnie zwinąć i pozbyć się z pola widzenia? Łatwo, szybko i przyjemnie. Luśka była wdzięcznym testerem różnych jednorazówek, zgrabnej dupce nic nie dolegało i pięknie tolerowała nawet najbardziej ekonomiczne opcje. Przy Kudłatej kwestia nie była już tak oczywista… poza tym sytuacja materialna zmuszała do kalkulowania. I z tej ekonomii tak naprawdę zrodziła się ciekawość i chęć sprawdzenia pieluszek wielorazowych. Parę razy przymierzałam się, sprawdzałam strony internetowe… ale zawsze było coś pilniejszego. Aż miesiąc temu dostałam od firmy simed.pl do przetestowania taką właśnie wielorazową pieluszkę. Zrządzenie losu powiecie… ano ...

Hello December!

Obraz
Przyszedł. Niby zapowiedzianie ale jednak nas zaskoczył. Wytarmosił za nosy, wyszczypał uszy, zarumienił policzki. Wczorajszy spacer zamienił się w wyprawę na obcą, oszronioną wyboisto-twardą planetę. Luśka zachwycona przydomową ślizgawką, z zapamiętaniem deptała kruchy lód w maleńkich oczkach - choć jeden pozytyw mieszkania na wiecznej budowie :) Dla nas mroźny spacer to miła odmiana po dniach ciężkich od chlupy i wilgoci. Najmniej zadowolona była Kudłata, opatulona wielowarstwowo i praktycznie unieruchomiona. Zaliczyliśmy pierwszy w tym roku powrót do domu z czerwonymi nosami :D Ukradkiem zerkam już w kierunku nowego roku. Patrzę na moje dziewczyny i wierzyć mi się nie chce, że już za chwilę Kudłatej stuknie rok. ROK! Jest taka inna, zmienia się z tygodnia na tydzień. Posadzona pięknie siedzi sama, poświęcając zabawkom absolutne sto procent uwagi. W ogóle jest bardzo uważna - na tym co robi skupia się niemożliwie - nawet jeśli jest to podnoszenie okruszka z podłogi, poświęca się...

Miałam plan

Obraz
Przyszło na mnie kilka MEGA niedospanych nocy i wykiełkował mi w głowie niecny plan. Napiszę o skoku rozwojowym, co to go Kudłata niechybnie przechodzi, o dwóch jedynkach które zmasowały atak i pojawiły się jednocześnie po kilku miesiącach ślinotoku. O błyskawicznej nauce przywoływania matki rodzicielki ostrymi tony i wywołania natychmiastowych palpitacji udawanym charczeniem.  Miałam plan. A potem machnęłam Kudłatej w tatusiowych ramionach fotkę. Plan runął. Tkwię w niemym zachwycie. Niezmiennie.

Przedszkolak

Obraz
Od pierwszego września Luśka powędrowała do trzylatków. Powędrowała chętnie i bez oporów, bo bardzo już tęskniła za dziećmi. Obawialiśmy się zmiany budynku, pań, kolegów bo Luśka naprawdę pokochała swój żłobek i ciocie. I nawiązała w grupie pierwsze przyjaźnie a większość z jej koleżanek i kolegów z grupy pozostała w żłobkowej grupie przed-przedszkolnej. O pójściu do przedszkola mówiłyśmy sobie wielokrotnie podczas naszej drogi porannej, bo Luśkowy żłobek 'siatka w siatkę' z przedszkolem. Pola chciała wiedzieć, czemu ona tu a inne dzieci tam więc kolejność na drodze edukacyjnej miała opanowaną. Ale wiedzieć to nie to samo co doświadczyć. Kiedy więc zaczęły się wakacje zaczęliśmy, najpierw niby przypadkiem i przy okazji, a później już normalnie rozmawiać z nią o "tym nowym". Opowiadaliśmy co to znaczy zamienić żłobek na przedszkole. Że gdzie indziej - parę razy pojechaliśmy pod nowe przedszkole na spacer, obejrzeliśmy z zewnątrz plac zabaw, wspólnie pozaglądaliśmy prze...

Trzy lata, roku pół

Obraz
Skończyło się lato dekady. Dawno nie mieliśmy tak słonecznych i udanych wakacji. Jeździliśmy, gościliśmy się, zwiedzaliśmy. Luśka poużywała sobie za wszystkie czasy! Słońce, woda, piasek, las... i pyszności :) Kudłata zdaje się również odczuwać satysfakcję z minionych miesięcy ;P A ja? Z końcem ciepłych dni, kiedy słońce przestało razić w oczy, ujrzałam z pełną ostrością, że oto mam w domu rasową trzylatkę i całkiem obiecującego półroczniaka. Jak ten czas leci... z nowicjuszki przeradzam się w prawdziwą multi-matkę ;P A trochę się bałam wakacji - Małż w pracy, Luśka w przerwie żłobkowo-przedszkolnej i wciąż jeszcze leżąca Kudłata. Ale jak zwykle okazało się, że strach ma wielkie oczy. Po pierwsze-starsza. Ostatnie miesiące przed ukończeniem przez Polę trzech lat był potężnym skokiem rozwojowym. Bunt dwulatka zgasł tak nagle jak się rozpalił i któregoś dnia moje dziecko po prostu obudziło się miłe, grzeczne i komunikatywne. Serio serio! To na pociechę wszystkim tym, którzy wciąż jeszcze...

nowa miłość

Obraz
Strach był. Poza obawą o to, że drugie dziecko mnie Luśce "zabierze" najbardziej bałam się tego, że dziewczyny zwyczajnie się nie polubią. Że Pola będzie zła i zazdrosna, że nie zrozumie fenomenu potrzeb noworodka a potem niemowlaka. Że Tosia nie zniesie hałaśliwej i nadaktywnej starszej siostry. Że będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tak bardzo się myliłam :)  Od pierwszej chwili. Od pierwszego dnia. Kocha. Tuli. Opowiada. Tłumaczy jej świat po swojemu. Uczy i bawi. Jednym słowem - trzymają sztamę :D  A mnie od patrzenia na tę nową czystą miłość dech zapiera. I oczy mam ciągle mokre. Moje córki,moje serce... moja duma :)

Rządzę :)

Obraz
 Na co dzień wszyscy się spieszymy, większość dni jest wypełnionych od rana do pory kąpieli i spania. Pobudka Tośki piąta z hakiem - dla niej to już początek dnia choć ja dałabym wiele, żeby zapadła w słodki sen chociaż na pół godziny... na kwadrans chociaż :) Pobudka Luśki tuż po szóstej. To barbarzyńska pora, czemu wyraz Luśka daje dobitnie. Ale wyjścia nie ma, w tle słychać już tatę szykującego poranną porcję kawy/herbaty/mleka. Poranne korki są bezlitosne więc margines czasu na dotarcie do żłobka i pracy musi być znaczny. Święta Tośka w tym czasie czeka - jak zawsze niewiarygodnie cierpliwie, z oszałamiającym uśmiechem na ustach :) Mycie, czesanie, mleko, ubieranie... i kwadrans przed siódmą zostajemy same. Karmienie. Później jedni mają czas na drzemkę a drudzy na śniadanie, sprzątanie, mycie, ubieranie, porządkowanie - wygląda to na jeden wielki chaos, ale jest jak w kalejdoskopie, wszystko precyzyjnie rozplanowane. Jeśli mam szczęście zdążę wypić herbatę. Jeśli nie, znajom...