Wszędzie czytałam, że kobiety zachodzące w ciążę po prostu "wiedzą"..."czują". Ja nie wiedziałam. Staraliśmy się o młode, owszem. I to od pewnego czasu. Kiedy się nie udawałożnych lekarzy, od których najczęściej słyszałam: "....ooo, jak się Państwo będziecie starać rok, dwa lata bez skutku, to wtedy zaczniemy się martwić". Nie przemawiało do mnie to filozoficzne podejście... A później wpadłam z deszczu pod rynnę choć początkowo nic tego nie zapowiadało. Pani doktor przejęła się tym, co mówiłam, potraktowała sprawę poważnie. Przebadała mnie na foteliku dokładnie, po czym z miną osoby nieomylnej zawyrokowała, że szans na dziecko to my nie mamy zadnych, że ja mam niewątpliwie PCO, z USG wynika, że wogóle nie owulowałam i raczej nie będę dopóki nie zacznę się leczyć. Więc dziecko owszem, może za rok, za dwa - zależnie od postępów w leczeniu. Ech, ciężko było tego wieczora...Małż pocieszał, ale i jemu nie było do śmiechu. Nastawiliśmy się bojowo - będziemy walc...