Posty

czemu gdzie indziej już jest wiosna?!?

Obraz
Brrr... zima naskoczyła na mnie już w drzwiach samolotu. Zaatakowała mnie normalnie! A w Monachium 9 stopni, krokusy kwitną i stokrotki, ptaszki śpiewają...mhhhmmm...bazie też już mają. Piękne miasto, a w tej wiosennej szatce jeszcze bardziej urokliwe. Warsztaty warte obecności - mnóstwo ludzi zajmuje się teraz białkami na poziomie znacznie bardziej zaawansowanym niż my... trochę żal, że daleko nam do czołówki ale z drugiej strony było się od kogo uczyć. A to zawsze plus. Fasola nie miała absolutnie nic przeciwko jeżdżeniu, lataniu i łażeniu od rana do wieczora - silna bestia ;-) Ale teraz należy nam się kilka luźniejszych dni.

love is everywhere!

Obraz
Walentynki zaskoczyły mnie dzień po powrocie z Krakowa i dzień przed wylotem do Monachium. Jeden dzień na załatwienie spraw wszelkich, odbycie badań, przepakowanie walizek i ...zupełnie zapomniałam o święcie serduszek :) Małż lekko się obraził, bo on sam się przygotował a ja w biegu nawet nie doceniłam. Mea culpa! Ale poprawię się jak tylko wrócę. USG wyszło koncertowo! Fasola uparta, nie chce się ujawnić. Ale to nic, dla mnie najważniejsze nic złego się nie dzieje, dzidzia rośnie sobie i widać nie przeszkadza jej ciągłe przemieszczanie się ;)

powrót do żywych

Dwa tygodnie wyjął mi z życiorysu wredny mikrob... kiedy już wydawało się że jakoś się ta moja galareta zdrowotna ustała, natychmiast zaatakował ze zdwojonym zapałem! W konsekwencji do pracy wróciłam dopiero 7 lutego. Zawsze po chorobie albo urlopie najbardziej zastanawia mnie fakt, że w pracy najwięcej dzieje się kiedy akurat nas nie ma... jakieś nowe prawo natury chyba, jeszcze go nie zgłębiłam. Pokasłuję i kwękam od czasu do czasu czym wzbudzam ciągły niepokój szefowej. Ona naprawdę się boi, że przy najbliższej okazji ucieknę na zwolnienie. Ja tymczasem nie zamierzam...na początku choroby bałam się o Fasolę, że może coś jej zaszkodzi - gorączka, leki, itd. ale gin mnie uspokoił i w zasadzie od tego momentu poczułam się znacznie lepiej. Tym bardziej że czekają mnie służbowe wojaże...przed wylotem do Monachium umówiłam się na badanie, żeby być pewną że mogę jechać. Tymczasem jutro wyruszamy do Krakowa - nie ziwedzać, bynajmniej...od bardzo mądrej osoby uczyć się bardzo skomplikowanych...

A psik...brrrrrr....

Obraz
No i się doczekałam! Wystarczyła jedna wizyta w szpitalu i od razu złapałam wirusa. Nie jest dobrze. Trzyma mnie gorączka ponad 39 stopni, prycham, kicham i w ogóle jestem do niczego. Leczyć się za bardzo nie ma czym, wiec przygotowuję się na dłuższe leżenie...do zobaczenia jak mi przejdzie ;-)

1/3 z drogi :)

Wreszcie! Niesamowite, z jakim utęsknieniem czeka się na każdą okazję podejrzenia maleństwa. Tym bardziej, ze pierwszy raz byliśmy razem. Małż był ewidentnie pod wrażeniem, ale nie ekscytował się jak ja. Cóż, taki charakter...swoją drogą ciekawe, co się tak naprawdę kryje u Niego tam, w środku. Wiem, że przeżywamy tę ciążę oboje, ale chciałabym widziec więcej emocji na wierzchu. Pewnie przyjdzie z czasem. To nasz pierwszy film rodzinny :))) Fajnie wszystko oglądać w takiej miniaturce. Łepetynka wysuwa się na pierwszy plan, wyraźnie było widać nosek a w środku - mózg. Jest już kręgosłup, są żeberka, dobrze widać łapki i podkurczone nóżki. Rośnie nam Fasolka... serduszko bije szybko i na pierwszy rzut oka wydaje się, że niczego naszemu maleństwu nie brakuje. Kosztowne to podglądanie...samo USG 200 zł a jeszcze dodatkowe testy z krwi. Trudno, co robić...młode najważniejsze. Powoli przechodzi mi senność i chyba wreszcie zaczynam się do czegoś nadawać, zwłaszcza w pracy. Mam coraz więcej en...

Idzie NOWE...

Sylwestra spędziłam w przysłowiowych kapciach. Niespecjalnie mnie to obeszło, bo juz o ósmej zaczęły mi sie zamykać oczy i siłą zwlokłam się obserwować nadejście tego nowego, przełomowego roku. Wszystko jest fajnie, ale...nic nie czuję. Żadnych objawów, żadnych zmian, dolegliwości. Czasem mam wrażenie, że przywidziała mi się cała końcówka roku ;-). A jednak USG potwierdza 9 i pół tygodnia. Młode rozrosło się z 1 cm do prawie trzech...niedługo przestanie przypominać tego uroczego robalka. Gwałtownie zaczęłam odczuwać potrzebę pogłębienia wiedzy. Błyskawicznie obrosłam w poradniki, instruktaże, tygodniki i miesięczniki bez których żadna przyszła matka funkcjonować nie może. Połykałam przez tydzień, potem mi troche odeszło. Poza tym ciągle chce mi się spac i każda, najciekawsza nawet lektura błyskawicznie wywołuje napady ziewania :). W otoczeniu największą sensację wzbudza zmiana upodobań żywieniowych - dziwne, bo ja sama w ogóle nie zwróciłam na nią uwagi. Wydawało mi się naturalne, że s...

śpiące święta

W zaszadzie czuję się świetnie. nic mi nie dolega, po jednym dniu mdłości się nie powtórzyły...jestem mocniej wyczulona na zapachy. Jedne do mnie wołaja, inne wręcz na mnie krzyczą. Trochę trudne do zniesienia w perspektywie świąt i wszechobecnego gotowania różnych różności, ale dajemy radę. Rodzina skacze ze szczęścia - na tych kilka dni staliśmy się, z tym mikrym ziarenkiem wewnątrz mnie, prawdziwym centrum Wszechświata. Wszystko nam wolno i nic nie wolno jednocześnie...a ja tymczasem śpię. Śpię w nocy i gotowa byłabym spać o każdej porze dnia. Lekarz kazał się oszczędzać, co Małż wziął sobie do serca i nawet herbatę za mnie robi. A ja...śpię...